Chiński czosnek robi furorę w sezonie grypowym
Chiński czosnek robi furorę w sezonie grypowym. Czy jego ząbek wyleczy katar tak szybko, jak krajowy?
Że jest napromieniowany, nafaszerowany chemią, mniej skuteczny usłyszeć można w co drugiej straganowej rozmowie.
image
Nie wiadomo, ile w tym prawdy, wiadomo, że ludzie liczą każdy grosz.
Pan Ryszard wierzy w magiczną moc tej rośliny. Codziennie zjada przynajmniej ząbek. Chiński ząbek. - Jest tańszy, sprzedaje się go w siateczce, po trzy sztuki. Owszem, bywa mniej ostry, niż polski czosnek, ale za to jest o połowę tańszy. Za główkę krajowego płacę od złotówki do dwóch, za chińską o połowę mniej
- Kontrowersje wokół czosnku? Towar musi być przede wszystkim odpowiednio oznaczony, wymagamy podania kraju pochodzenia produktu. To jest dla nas istotne - mówi Marek Szczygielski, kujawsko-pomorski inspektor jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych w Bydgoszczy. - O czosnku z Chin słyszy się, że jest napromieniowany, że wpływa to na jego właściwości bakteriobójcze, że ma je mniejsze. My nie prowadzimy takich badań. A napromieniowanie żywności w celu przedłużenia świeżości jest bardzo popularne w Chinach i legalne, choć wzbudza w Polsce pewien niepokój.
Źródło:
www.express.bydgoski.pl Katarzyna Bogucka